Dlaczego w szklarni tak łatwo o choroby i pleśń?
Mikroklimat szklarni sprzyja patogenom
Szklarnia chroni przed deszczem, wiatrem i zimnem, ale równocześnie tworzy specyficzny mikroklimat, w którym choroby grzybowe rozwijają się znacznie szybciej niż w gruncie otwartym. Zastanów się: kiedy otwierasz drzwi szklarni rano, czy czujesz wilgotne, ciężkie powietrze? Jeśli tak, to właśnie tam patogeny mają idealne warunki.
Wysoka wilgotność powietrza, kondensacja pary wodnej na folii lub szybach, zbieranie się kropel na liściach i konstrukcji – wszystko to wspiera rozwój pleśni i grzybów. W dodatku rośliny w szklarni są sadzone gęściej niż w polu, co ogranicza przewiew i przyspiesza rozprzestrzenianie się zarodników. Gdy dołożysz do tego ciepło i wahania temperatury między dniem a nocą, masz gotowy przepis na problemy zdrowotne roślin.
Mikroklimat to jednak nie tylko powietrze. Gleba w szklarni częściej bywa przelewna, podlewana „na zapas”, a przy słabym drenażu staje się błotnista. Korzenie pracują w warunkach niedoboru tlenu, a w takich warunkach grzyby glebowe i patogeny korzeniowe błyskawicznie się uaktywniają.
Nadmiar wody i słaby drenaż – cichy sprzymierzeniec pleśni
Jak często po podlewaniu widzisz w szklarni kałuże lub miejsca, w których woda stoi dłużej niż kilka godzin? Jeśli jest ich sporo, podłoże w Twojej szklarni prawdopodobnie zachowuje się jak gąbka bez odpływu. To jedna z głównych przyczyn chorób korzeni, gnicia szyjki korzeniowej i wylegania siewek.
Gdy woda zalega, w porach glebowych brakuje tlenu. Korzenie zaczynają „dusić się”, przestają pobierać składniki pokarmowe, a roślina reaguje więdnięciem, żółknięciem i zahamowaniem wzrostu. Dokładnie w tym momencie wkraczają patogeny: Phytophthora, Pythium, Fusarium czy inne grzyby i organizmy grzybopodobne. Atakują osłabione części korzeni, wytwarzają toksyny i doprowadzają do zamierania całych roślin.
Gleba o słabym drenażu po intensywnym podlewaniu przesycha od góry, a w głębszych warstwach pozostaje długo mokra. Na powierzchni pojawia się biały lub zielonkawy nalot – to kolonie grzybów, glonów i sinic. Dla doświadczonego ogrodnika to pierwszy sygnał, że trzeba poprawić strukturę podłoża oraz jego profil wilgotnościowy.
„Brudna” a „zmęczona” gleba – dwa różne problemy
Podłoże w szklarni może być problematyczne z dwóch powodów: zanieczyszczenia oraz wyczerpania. „Brudna gleba” to taka, która zawiera dużą ilość patogenów, larw szkodników, nicieni, nasion chwastów lub pozostałości po chorych roślinach. Najczęściej powstaje wtedy, gdy przez kilka sezonów sadzisz te same gatunki w tym samym miejscu, nie usuwasz dokładnie resztek korzeni i łodyg, a czasem wprowadzasz jeszcze niepewny kompost lub świeży obornik.
„Zmęczona gleba” to gleba jałowa, strukturalnie zniszczona, często zasolona nawozami mineralnymi. Nawet jeśli nie ma w niej ogromnej ilości patogenów, rośliny rosną w niej słabo, są w permanentnym stresie, a przez to dużo bardziej podatne na infekcje. Zauważasz wtedy zasychanie brzegów liści, plamistości, powolny wzrost i brak „wigoru”, mimo że nawozisz i podlewasz.
Klucz tkwi w rozróżnieniu: czy źródłem problemu jest przede wszystkim infekcja (brudna gleba), czy raczej zła struktura i chemia podłoża (zmęczona gleba). Każda z tych sytuacji wymaga innego podejścia: w pierwszym wypadku większy nacisk kładzie się na dezynfekcję i higienę, w drugim – na odbudowę próchnicy, poprawę struktury i zbilansowane nawożenie.
Najczęstsze choroby związane z podłożem w szklarni
Jeśli chcesz skutecznie przygotować podłoże w szklarni, dobrze jest znać wroga. Z którymi chorobami glebowymi spotykasz się najczęściej?
- Fytoftoroza – objawia się gwałtownym więdnięciem całych roślin, często pomidora lub papryki. Podstawa łodygi jest ciemnobrązowa, wodnista, korzenie gniją. Choroba rozwija się w warunkach stałej wilgoci i wysokiej temperatury.
- Zgorzel siewek – młode rośliny przewracają się, a szyjka korzeniowa czernieje lub brązowieje. Pojawia się głównie w zbyt mokrym, zlewającym się podłożu przy nadmiernym zagęszczeniu siewek.
- Szara pleśń (Botrytis) – na liściach, pędach i owocach powstaje szary, pylący nalot. Infekcja często startuje od resztek roślinnych leżących na ziemi, szczególnie przy słabym przewietrzaniu szklarni.
- Fuzariozy – choroby naczyniowe powodujące więdnięcie części lub całej rośliny. Przekrój łodygi ujawnia brązowe naczynia. Grzyby z rodzaju Fusarium długo utrzymują się w glebie.
U wielu ogrodników sezon zaczyna się dobrze, a kłopoty pojawiają się w drugiej części lata: rośliny nagle tracą siły, żółkną, obumierają od dołu. Czy u Ciebie wygląda to podobnie, czy raczej zmagasz się z pleśnią już na etapie siewek?
Pleśń na powierzchni ziemi czy więdnięcie roślin – co dominuje?
Zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz szczerze: masz częściej problem z pleśnią na powierzchni ziemi, czy z więdnięciem roślin mimo podlewania? To ważne pytanie, bo wskazuje, na którą część układu „powietrze–gleba” musisz zadziałać najmocniej.
Jeśli dominuje pleśń powierzchniowa, podłoże jest najpewniej zbyt wilgotne przy samej wierzchniej warstwie, a cyrkulacja powietrza nad ziemią jest słaba. Tu pomaga lepsze wietrzenie, delikatne spulchnianie, drobne modyfikacje składu gleby oraz zmiana sposobu podlewania.
Jeśli częściej widzisz nagłe więdnięcie roślin przy pozornie dobrej wilgotności, problem siedzi głębiej – w strefie korzeni. Może to być słaby drenaż, niedotlenienie, zasolenie, zgnilizny korzeni lub choroby naczyniowe. W takim wypadku sam wierzch gleby to za mało – trzeba przeprojektować warstwy pod szklarnią, a często również fundament i odprowadzanie wody.
Diagnoza startowa – z jakim podłożem zaczynasz?
Ocena struktury gleby „gołym okiem”
Zanim zaczniesz cokolwiek dosypywać, przekopywać i nawozić, odpowiedz sobie: z czym startujesz? Masz w szklarni rodzimą glebę z działki, czy może mieszankę dowiezioną przy budowie? To punkt wyjścia do właściwych decyzji.
Najprostszy krok to ocena struktury gleby w dłoni:
- Weź garść wilgotnej ziemi (nie błota, ale też nie suchej) i spróbuj uformować kulkę.
- Jeśli ziemia rozsypuje się jak piasek – masz glebę lekką, piaszczystą, szybko przesychającą, często ubogą w próchnicę.
- Jeśli kulka trzyma kształt, ale rozpada się przy lekkim naciśnięciu – to gleba o strukturze gruzełkowatej, najbardziej pożądana.
- Jeśli kulka jest twarda, plastyczna jak plastelina, łatwo zrobić z niej „wałeczek” – to gleba gliniasta, ciężka, z tendencją do zaskorupiania i słabego drenażu.
Obserwuj też, jak zachowuje się powierzchnia po intensywnym podlaniu albo silnym deszczu (jeśli szklarnia była jeszcze otwarta). Ziemia tworzy twardą skorupę? Pęka w wielkie bryły? Czy może zostaje sypka i równomiernie wilgotna? Te proste obserwacje powiedzą więcej niż niejedno techniczne badanie.
Test słoikowy – udział piasku, iłu i gliny
Chcesz wiedzieć, ile w Twojej glebie jest piasku, a ile frakcji drobnych (ił, glina)? Możesz to sprawdzić prostym testem słoikowym, bez specjalistycznego sprzętu. Co już próbowałeś, żeby ocenić skład gleby?
Instrukcja testu słoikowego:
- Nabierz próbkę ziemi z kilku miejsc w szklarni (głębokość ok. 20 cm), wymieszaj.
- Usuń większe kamienie, korzenie, resztki roślin.
- Napełnij przezroczysty słoik w 1/3 ziemią, dopełnij wodą prawie po brzegi, opcjonalnie dodaj odrobinę płynu do mycia naczyń (ułatwia rozproszenie cząstek).
- Zakryj słoik, mocno wstrząsaj przez 1–2 minuty.
- Odstaw słoik na płaską powierzchnię i obserwuj, jak warstwy osiadają.
Po kilku minutach na dnie osiadnie piasek (najcięższy). Po kilku godzinach – frakcje pyłowe, a na końcu, po 24 godzinach, ił i najdrobniejsze cząstki. W efekcie zobaczysz w słoiku warstwy: gruba warstwa piasku oznacza glebę lekką, cienka – cięższą, gliniastą. Ten test pomaga dobrać proporcje dodatków: piasku, kompostu, materiałów rozluźniających.
Test infiltracji wody – ile trwa wsiąkanie?
Drugie proste badanie to test infiltracji, który pokazuje, jak szybko gleba przyjmuje wodę. Dzięki niemu ocenisz, czy drenaż jest ograniczeniem. Jak Twoja gleba reaguje na intensywne podlewanie – chłonie jak gąbka, czy woda stoi na wierzchu?
Aby wykonać test infiltracji:
- Wybierz reprezentatywne miejsce w szklarni, usuń ściółkę z powierzchni.
- Wciśnij w ziemię pierścień (może być odcięta plastikowa butelka bez dna) na głębokość kilku centymetrów.
- Wlej do środka określoną ilość wody, na przykład 1 litr.
- Mierz czas, po jakim woda całkowicie wsiąknie w glebę.
Jeżeli woda znika w ciągu kilku minut – gleba jest przepuszczalna. Jeśli stoi kilkanaście, kilkadziesiąt minut lub dłużej – masz do czynienia z podłożem zlewającym się lub z warstwą nieprzepuszczalną głębiej. W takim miejscu konieczny będzie przemyślany system warstw i drenażu, inaczej pleśń i choroby korzeni wrócą bardzo szybko.
pH i zasolenie – kiedy badanie domowe, a kiedy laboratorium
Struktura to jedno, ale rośliny reagują też na odczyn i zasolenie podłoża. Zastanów się: czy w ostatnich latach intensywnie nawoziłeś mineralnie, „na oko”? To częsty powód zasolenia i kłopotów z pobieraniem wody przez korzenie.
Aby zbadać pH podłoża, możesz użyć:
- Testów paskowych lub płynnych – dostępnych w sklepach ogrodniczych. Są wystarczające dla większości amatorskich upraw. Wystarczy pobrać próbkę ziemi, wymieszać z wodą, odczekać i porównać kolor z skalą.
- pH-metru glebowego – bardziej powtarzalne wyniki, ale wymaga kalibracji i pewnej wprawy.
- Badań laboratoryjnych – opłacalne, gdy masz dużą szklarnię, prowadzisz intensywną uprawę lub od lat pojawiają się niewyjaśnione problemy. Laboratorium może zbadać także zasolenie oraz dokładny skład chemiczny.
Optymalne pH dla większości warzyw szklarniowych mieści się w przedziale 6,0–7,0. Poniżej rośnie ryzyko niedoborów składników i toksyczności glinu, powyżej – blokady żelaza, manganu i innych mikroelementów. Zasolenie z kolei powoduje, że roślina ma „trudniej” pobrać wodę, nawet gdy podłoże jest wilgotne – objawia się to objawami podobnymi do suszy i uszkodzeń korzeni.
Warunki wokół szklarni – poziom wód gruntowych i spadek terenu
Podłoże w samej szklarni to tylko część układanki. Co dzieje się wokół niej po większym deszczu? Stojące kałuże przy ścianach, teren schodzący w stronę szklarni, wysoki poziom wód gruntowych – wszystkie te czynniki mają ogromne znaczenie dla drenażu.
Sprawdź:
- Czy teren wokół szklarni ma wyraźny spadek od obiektu, czy raczej woda spływa do środka?
- Czy po intensywnych opadach przy fundamentach szklarni tworzą się zastoiny?
- Czy wiosną teren jest długo podmokły – to może świadczyć o wysokim poziomie wód gruntowych.
Jeśli otoczenie szklarni sprzyja podtopieniom, nawet najlepsze warstwy wewnątrz nie poradzą sobie bez zewnętrznych rozwiązań: rowków odwadniających, podniesienia całej szklarni, drenażu obwodowego. Masz już wyrobione zdanie: inwestować w zewnętrzny drenaż, czy raczej przebudować same wnętrze?

Planowanie konstrukcji podłoża – od fundamentu po wierzchnią warstwę
Czy warto ruszać fundament i poziom posadzki?
Zanim wejdziesz w detale warstw, zadaj sobie pytanie: czy poziom ziemi w szklarni jest dziś wyżej, niż teren wokół, czy niżej? Jeśli niżej, każda większa ulewa będzie wtłaczać wilgoć do środka – wtedy sama poprawa gleby nie wystarczy.
Masz trzy podstawowe scenariusze:
- Szklarnia zagłębiona w terenie – wymaga albo podniesienia poziomu podłoża (dosypanie warstw, czasem nawet 20–30 cm), albo wykonania skutecznego drenażu obwodowego i rowków odprowadzających wodę.
- Szklarnia „na równi” z terenem – najłatwiej zapanować nad wodą. Wystarczy lekki spadek terenu od szklarni i dobrze zaprojektowane warstwy wewnątrz.
- Szklarnia wyniesiona (np. na murku, podwyższonym fundamencie) – korzystna sytuacja, ale i tu podłoże może gnijeć, jeśli brakuje drenażu wewnętrznego.
Pomyśl: czy woda kiedykolwiek stała w szklarni po deszczu lub intensywnym podlewaniu? Jeśli tak – zacznij planowanie od korekty poziomu i odpływu, bo inaczej reszta pracy będzie gaszeniem pożaru wiadrem.
Warstwa głęboka – „fundament” glebowy
Najgłębsza warstwa (40–60 cm i głębiej) odpowiada za to, czy woda ma gdzie uciec i czy korzenie mogą „oddychać”. W podstawowym wariancie dobrze, aby była to warstwa rozluźniona i przepuszczalna.
Jak możesz to zorganizować?
- Rozluźnienie rodzimej gleby – głębokie przekopanie (lub spulchnienie widłami amerykańskimi) bez mieszania jej z górnymi warstwami. Celem jest przełamanie zaskorupionych, zbitych „panwi” glebowych.
- Dodanie frakcji grubych – żwir, gruby piasek, tłuczeń ceglany. Stosuje się je szczególnie tam, gdzie poniżej masz ił lub ciężką glinę. Taka warstwa powinna mieć przynajmniej 10–15 cm grubości.
- Unikanie „miski” pod szklarnią – jeśli przy budowie usunięto wierzchnią glebę i zastąpiono ją gliną lub gruzem, mogła powstać nieprzepuszczalna niecka, w której stoi woda. Wtedy część tej warstwy trzeba mechanicznie przerwać lub miejscowo usunąć.
Zastanów się: czy przy budowie szklarni cokolwiek robiono z gruntem pod spodem, czy wszystko zostało „jak było”? To często wyjaśnia różne niespodzianki po kilku latach.
Warstwa drenażowa – gdzie technicznie „znika” nadmiar wody?
Kolejna strefa to warstwa drenażowa, zwykle na głębokości 25–40 cm. Jej zadaniem jest przechwycenie nadmiaru wody z profilu korzeniowego i odprowadzenie go dalej.
Masz do wyboru kilka rozwiązań:
- Klasyczna podsypka żwirowa – 10–20 cm żwiru frakcji 8–16 mm lub podobnej, na rozluźnionym gruncie. Sprawdza się przy małych szklarniach, gdy nie ma możliwości prowadzenia rur drenażowych.
- Drenaż rurowy – perforowane rury drenarskie układane w lekkim spadku, otulone geowłókniną i obsypane żwirem. Rozwiązanie bardziej zaawansowane, ale skuteczne w miejscach z wysoką wilgotnością.
- Rowki chłonne – prostsza wersja drenażu: wzdłuż ścieżek kopie się głębsze rowki wypełnione żwirem, które zbierają nadmiar wody z zagonów.
Zadaj sobie pytanie: czy woda, która wsiąknie w podłoże, ma dokąd odpłynąć, czy tylko „krąży” w tej samej objętości ziemi? Jeśli krąży, grzyby korzeniowe mają idealne warunki.
Warstwa buforowa – magazyn próchnicy i życia glebowego
Powyżej drenażu dobrze sprawdza się warstwa buforowa – miejsce, w którym kumuluje się próchnica, mikroorganizmy i korzenie głębiej penetrujące glebę.
Co zwykle się tu znajduje?
- Dobry kompost zmieszany z rodzimą glebą (np. w proporcji 1:1 w tej warstwie).
- Mieszanki rozluźniające – drobny żwir, piasek, czasem drobno mielona kora czy włókno kokosowe.
- Dodatki mineralne – mączka bazaltowa, dolomit (jeśli pH jest za niskie), zeolit; stosowane z umiarem, zgodnie z wynikami badań.
Ta warstwa powinna mieć przynajmniej 15–20 cm. Zastanów się: czy w Twojej szklarni jest miejsce, gdzie rośliny zawsze „ciągną” lepiej? Często właśnie tam naturalnie powstała lepsza warstwa buforowa – np. w miejscu dawnego pryzmowania kompostu.
Warstwa uprawna – 20–30 cm najważniejszej ziemi
To tutaj toczy się główne życie – siejesz, sadzisz, spulchniasz, podlewasz. Ta warstwa decyduje o tym, czy zarodniki pleśni łatwo „startują”, czy mają pod górkę.
Dobra warstwa uprawna w szklarni powinna być:
- Strukturalna – kruchy, gruzełkowaty układ, bez zbijania się w bryły po podlewaniu.
- Umiarkowanie zasobna – bogata w próchnicę, ale nie „przenawożona” solami mineralnymi.
- Stabilna biologicznie – z dużą ilością życia glebowego (dżdżownice, pożyteczne grzyby, bakterie), które konkurują z patogenami.
Pomyśl: jak wygląda Twoja ziemia na głębokości szpadla – pachnie leśną ziemią, czy błotem z kałuży? Zapach to prosty, ale bardzo czuły wskaźnik jakości warstwy uprawnej.
Ścieżki, zagony i obrzeża – układ, który sprzyja zdrowiu
Sam skład podłoża to jedno, ale równie mocno działa układ ścieżek i zagonów. Pytanie do Ciebie: masz stałe, niedeptane zagony, czy chodzisz wszędzie, gdzie rosną rośliny?
Dla zdrowego podłoża lepiej sprawdza się układ:
- Stałe ścieżki – utwardzone (np. żwir, płyty, zrębki), po których chodzisz niezależnie od pory roku. Pod nimi gleba może być mocniej zagęszczona, nie szkodzi.
- Stałe zagony niedeptane – szerokości dostosowanej do Twojego zasięgu rąk (zwykle 60–80 cm), gdzie gleba jest tylko spulchniana, ale nie ubijana butami.
- Wyraźnie oddzielone obrzeża – deski, cegły lub inne elementy, które fizycznie oddzielają strefę deptania od strefy korzeni.
Gdy gleba nie jest regularnie ugniatana, zachowuje porowatość, a to automatycznie zmniejsza ryzyko beztlenowych stref, gnicia i rozwoju patogenów korzeniowych.
Drenaż – najważniejsza bariera przeciw pleśni
Jak rozpoznać, że drenaż jest głównym problemem?
Czasem nie trzeba żadnych przyrządów – wystarczy obserwacja po intensywnym podlewaniu lub deszczu. Zadaj sobie kilka krótkich pytań:
- Czy woda stoi na powierzchni dłużej niż kilka minut?
- Czy po przekopaniu ziemia pachnie stęchlizną, a nie świeżą glebą?
- Czy korzenie roślin bywają brązowe, śluzowate, łatwo odchodzą od łodygi?
Jeśli na większość odpowiadasz „tak”, drenaż wymaga poprawy. Bez tego nawet najlepsze odmiany odpornych roślin będą chorować.
Proste poprawki drenażu bez generalnego remontu
Nie zawsze da się przekopać całą szklarnię. Co wtedy? Możesz wprowadzić rozwiązania częściowe, testowe. Jak dużą masz gotowość na prace ziemne – weekend łopatą, czy raczej minimalne modyfikacje?
Kilka prostych działań:
- Głębokie rowki wzdłuż ścieżek – na głębokość 40–50 cm, wypełnione żwirem. Tworzą „kanaliki” odprowadzające wodę z sąsiednich zagonów.
- Studzienka chłonna w najniższym miejscu – głębszy dół wypełniony żwirem, czasem połączony rurą z rowkiem lub zewnętrzną stroną szklarni.
- Podniesienie samych zagonów – dosypanie dobrej ziemi i kompostu tak, by powierzchnia zagonu była wyraźnie wyżej niż ścieżka. Korzenie rosną wtedy w lepiej natlenionej strefie.
To metody szczególnie przydatne, gdy nie możesz zmienić poziomu całej szklarni, ale chcesz poprawić warunki dla upraw najintensywniejszych.
Drenaż zewnętrzny – kiedy „ratować” teren wokół?
Bywa, że największym wrogiem podłoża w szklarni jest… deszcz poza nią. Jeśli po ulewach wokół szklarni tworzą się jeziora, woda będzie wnikać pod fundament i podciągać podłoże od spodu.
Rozważ takie kroki:
- Rowek opaskowy – płytki rów wokół szklarni ze spadkiem w stronę miejsca, gdzie woda może bezpiecznie odpłynąć.
- Odprowadzenie wody z dachu – rynny i rury spustowe kierujące wodę do beczek lub dalej w teren, zamiast rozlewania jej przy ścianach.
- Podniesienie podstawy szklarni – przy kolejnej modernizacji warto oprzeć konstrukcję na wyższym murku lub podmurowce, a podłoże wewnątrz dostosować do tego poziomu.
Pomyśl: skąd bierze się woda w Twojej szklarni – z podlewania, czy głównie „napiera” z zewnątrz? Odpowiedź podpowie, na co przeznaczyć energię i budżet.
Materiały wspomagające drenaż – co faktycznie działa?
Na rynku są dziesiątki materiałów „poprawiających drenaż”. Które mają sens w szklarni, a które lepiej zostawić do doniczek?
- Żwir i gruby piasek – klasyka, która działa. Wprowadzane punktowo (rowki, podsypki) lub jako osobna warstwa.
- Keramzyt – dobry w donicach i skrzyniach; w gruncie szklarni bywa zbyt lekki i wypływa do góry przy częstym podlewaniu.
- Geowłóknina – przydatna przy drenażu rurowym i żwirowym, zapobiega zamulaniu; w samym profilu glebowym rzadko potrzebna.
- Włókno kokosowe – poprawia strukturę, ale nie zastępuje drenażu głębokiego. Dobre jako dodatek do warstwy uprawnej.
Zadaj sobie pytanie: czy chcesz poprawić odpływ głęboko, czy tylko „kosmetykę” powierzchni? Materiał dobierz pod konkretne miejsce w profilu.
Dobór i przygotowanie gleby – mieszanki bazowe pod uprawę w gruncie
Jaki masz cel upraw – intensywna produkcja czy spokojne „domowe” zbiory?
Inaczej zbudujesz podłoże, jeśli chcesz prowadzić intensywną uprawę pomidora i ogórka co roku w tych samych miejscach, a inaczej, gdy traktujesz szklarnię bardziej rekreacyjnie. Zastanów się: czy planujesz maksymalne plony, czy raczej stabilne, niewymagające eksperymentów zbiory?
Dla intensywnej uprawy przydają się mieszanki bogatsze i częstsza wymiana warstwy wierzchniej. Dla spokojnej – stabilna, dobrze zbilansowana gleba z uzupełnianiem kompostu co rok.
Mieszanka bazowa dla gleb lekkich (piaszczystych)
Jeśli test słoikowy pokazał przewagę piasku, a woda ucieka jak przez sito, musisz skupić się na zatrzymaniu wilgoci i składników pokarmowych, ale bez przelania.
Dla gleb lekkich dobrze działa mieszanka, w której:
- Rodzima gleba piaszczysta stanowi bazę, ale jest wzbogacona:
- Dużą ilością kompostu (nawet 1 część kompostu na 1 część ziemi w warstwie uprawnej).
- Dodatkiem włókna kokosowego lub drobno rozdrobnionej kory, które zwiększają pojemność wodną.
- Niewielkim udziałem gliny lub ziemi cięższej (jeśli masz do niej dostęp), aby poprawić zdolność zatrzymywania składników.
Mieszanka bazowa dla gleb ciężkich (ilastych, zwięzłych)
Przeciwieństwem lekkiego piasku jest gleba, która po deszczu zamienia się w plastelinę, a po wyschnięciu pęka jak beton. Masz taką? W szklarni to szybka droga do pleśni na powierzchni i gnicia korzeni.
Twoje zadanie to rozluźnić strukturę i wprowadzić powietrze, jednocześnie nie robiąc z tego suchej „bułki”. Sprawdza się układ, w którym:
- Rodzima ziemia ciężka stanowi nie więcej niż 50–60% warstwy uprawnej.
- Resztę uzupełniasz dużą ilością dojrzałego kompostu (20–30%).
- Dodajesz materiały strukturotwórcze: drobny żwir, gruby piasek, ewentualnie rozdrobnioną korę lub włókno kokosowe (10–20%).
Pytanie do Ciebie: czy po zgnieceniu grudki w dłoni rozpada się po lekkim dotknięciu, czy zostaje gładka kulka? Jeśli to drugie – w kolejnym sezonie znów dołóż struktury (kompost, żwir, piasek), zamiast „dokręcać” nawożenie.
Dobrą praktyką przy glebach ciężkich jest tworzenie wyraźnie podniesionych zagonów. Dzięki temu górna warstwa szybciej przesycha, a strefa korzeni utrzymuje się w tlenowych warunkach, nawet gdy niżej gleba ma tendencję do zaskorupiania.
Mieszanka dla gleb „średnich” – gdy nie jest ani za lekko, ani za ciężko
Większość ogrodników ma coś pomiędzy – gleba nie jest ani czystym piaskiem, ani betonem. W takiej sytuacji zamiast rewolucji lepiej zaplanować systematyczne doskonalenie struktury.
Dla gleb średnich dobrze działa prosty schemat:
- Każdej jesieni lub wczesną wiosną dodajesz 3–5 cm kompostu na całą powierzchnię zagonów i delikatnie mieszasz z wierzchnią warstwą lub zostawiasz jako ściółkę.
- Co 2–3 lata wprowadzasz porcję materiału rozluźniającego (piasek, żwir, włókno kokosowe) szczególnie tam, gdzie pojawiają się zastoiska wody.
- Raz na kilka lat robisz test struktury – wykopujesz mały dołek i oceniasz przekrój: czy są wyraźne warstwy zbite i jałowe, czy profil jest równomiernie gruzełkowaty?
Zadaj sobie pytanie: czy Twoja gleba z roku na rok jest „łatwiejsza w obróbce”, czy przeciwnie – każda wiosna to walka z bryłami? To dobry miernik, czy idziesz w stronę zdrowszego podłoża, czy kręcisz się w kółko.
Gleba kupna, „ziemie ogrodnicze” i torfy – jak ich używać z głową?
Wielu ogrodników kusi się na gotowe „ziemie do warzyw” czy „do szklarni”. Czy korzystasz z nich jako głównego podłoża, czy tylko dosypywałeś punktowo?
Kilka zasad, które ograniczają kłopoty z pleśnią i przelaniem:
- Nie używaj ziemi z worka jako jedynego składnika warstwy uprawnej w gruncie. W szklarni takie podłoże bywa zbyt lekkie, szybko się zbija i łatwo przenawozić je nawozami rozpuszczalnymi.
- Torf wysoki – świetnie zatrzymuje wodę, ale sam w sobie jest jałowy i przy przesuszeniu trudny do ponownego nawodnienia. W gruncie traktuj go wyłącznie jako dodatek strukturalny, nie bazę.
- Mieszanki „uniwersalne” potraktuj jak startową warstwę 5–10 cm, a pod spodem zbuduj solidną, zrównoważoną mieszankę z rodzimej ziemi i kompostu.
Zapytaj siebie: czy kupna ziemia ma być uzupełnieniem, czy ma „naprawić” wszystkie błędy? To drugie zazwyczaj się nie udaje – bez dobrego drenażu i konstrukcji profilu worki ziemi tylko maskują problem na jeden sezon.
Odkażanie czy regeneracja biologiczna – co wybrać przy „zmęczonej” ziemi?
Jeśli od lat uprawiasz w tej samej szklarni pomidory, ogórki, paprykę w tych samych miejscach, gleba mogła się „przechorować”. Masz za sobą próby chemicznego odkażania, czy raczej szukałeś naturalnych metod?
Masz trzy główne drogi działania, które możesz łączyć:
- Częściowa wymiana wierzchniej warstwy – zdjęcie 10–20 cm ziemi z najbardziej „chorujących” zagonów, wyniesienie jej poza szklarnię (na rabaty ozdobne, nie pod te same gatunki) i zastąpienie świeżą mieszanką z kompostem.
- Rośliny fitosanitarne – wysiewanie roślin ograniczających niektóre patogeny, np. aksamitki (pomagają przy nicieniach), gorczycy białej, facelii. Czy próbowałeś choć jednego sezonu „odpoczynku” z takimi roślinami?
- Biopreparaty – preparaty z pożytecznymi grzybami i bakteriami (Trichoderma, Bacillus, mykoryza). Działają jak „zaszczepianie” zdrowej mikroflory, ale wymagają warunków do życia: bez przesuszenia i bez nadmiaru chemii.
Zastanów się: czy Twoje podejście do chorób to głównie „zwalczanie”, czy raczej budowanie przewagi zdrowej flory? Szklarniowe podłoże dużo lepiej reaguje na regenerację niż na ciągłe „odkażanie do zera”.
Kompost – serce zdrowego podłoża, ale pod pewnymi warunkami
Kompost potrafi być lekarstwem, ale w złej postaci staje się źródłem pleśni i chorób. Jak wygląda Twój kompost – ciemny, włóknisty, pachnący lasem, czy raczej kleista, niedogniła masa?
Żeby kompost pomagał, a nie szkodził, zadbaj o kilka elementów:
- Dojrzałość – kompost przeznaczony do szklarni powinien być przerobiony przynajmniej jeden sezon. Pojedyncze resztki roślin mogą być widoczne, ale nie powinno być świeżych, zielonych części.
- Różnorodność składników – mniejsza szansa na wysyp jednego typu pleśni. Masz w pryzmie tylko trawę i chwasty, czy też liście, gałązki, resztki kuchenne roślinne?
- Brak chorych resztek – liście z zarazą ziemniaczaną, mączniakiem, silnie porażone pędy pomidora lepiej spalić albo wywieźć, niż ryzykować ich „powrót” za dwa lata do szklarni.
Praktyczna zasada: zamiast raz na kilka lat dać 20 cm kompostu, lepiej co roku dokładać 3–5 cm. To utrzymuje stabilność biologiczną i zmniejsza skoki wilgotności w profilu.
Ściółkowanie w szklarni – jak ograniczyć pleśń zamiast ją zapraszać?
Ściółka to potężne narzędzie. W szklarni może albo wspaniale stabilizować wilgotność i temperaturę, albo stać się mokrą kołderką dla pleśni. Czym ściółkujesz teraz – słomą, korą, agrowłókniną, czymś innym?
Najpierw wybierz rodzaj ściółki dopasowany do Twoich warunków:
- Słoma – dobra przy zbyt lekkich, szybko przesychających glebach. Trzeba uważać przy bardzo wilgotnych szklarniowych warunkach – zbyt gruba warstwa słomy utrzymuje chłód i wodę, sprzyjając pleśni.
- Zrębki drzewne – świetne na ścieżki, na zagonach ostrożnie, cienką warstwą i raczej w połączeniu z kompostem. Świeże zrębki mogą wiązać azot z powierzchni gleby.
- Kompost jako ściółka – cienka warstwa 2–3 cm wokół roślin. Działa jednocześnie jak dokarmianie i ochrona powierzchni gleby przed zaskorupianiem.
- Agrowłóknina lub czarna folia – dobrze ograniczają parowanie i chwasty, ale przy nadmiernym podlewaniu mogą tworzyć stale mokry mikroklimat przy powierzchni gleby.
Zadaj sobie pytanie: czy ściółka po kilku dniach od podlania jest wciąż mokra, czy tylko lekko wilgotna? Jeśli ciągle stoi woda, ogranicz grubość warstwy lub zmień materiał na bardziej przewiewny.
Dobra praktyka to lokalne ściółkowanie: wokół roślin, zostawiając fragmenty odsłoniętej gleby, gdzie łatwiej kontrolować wilgotność i obserwować ewentualny rozwój pleśni.
Nawadnianie a zdrowie podłoża – jak podlewać, żeby nie „hodować” pleśni?
Nawet najlepiej zbudowane podłoże można zepsuć złym podlewaniem. Podlewasz rzadko, ale obficie, czy codziennie „po trochu”? A może wlewasz na ścieżki i liczysz, że wsiąknie?
Żeby podłoże było sprzymierzeńcem w walce z chorobami, nawadnianie powinno:
- Przenikać głęboko – lepiej podlać rzadziej, ale tak, by woda dotarła na 20–30 cm, niż codziennie moczyć tylko wierzchnią warstwę, gdzie rozwija się pleśń.
- Omijać liście i szyjki korzeniowe – tu świetnie sprawdzają się liny kroplujące lub nawadnianie podkoronowe (miski wokół roślin).
- Być dostosowane do fazy wzrostu – siewki i młode rośliny wymagają delikatnego, częstszego nawadniania, ale niewielką ilością wody. Dorosłe rośliny lepiej znoszą mocniejsze, rzadsze podlewanie.
Dobry test: wbij szpadel po podlewaniu i sprawdź, do jakiej głębokości ziemia jest wilgotna. Jeśli tylko 5–10 cm, a niżej sucho – podlewasz za płytko. Jeśli wszystko jest nasiąknięte jak gąbka do samego dołu profilu – drenaż i dawki wody wymagają korekty.
Nawożenie a ryzyko chorób – kiedy „dokarmiasz”, a kiedy przekarmiasz podłoże?
Zbyt intensywne nawożenie, zwłaszcza nawozami łatwo rozpuszczalnymi, podnosi zasolenie gleby. W szklarni, gdzie mniej pada deszcz, sole trudniej się wypłukują. Jak często używasz nawozów mineralnych, a jak często organicznych?
Żeby nie prowokować chorób:
- Opieraj się na nawozach organicznych (kompost, obornik dobrze przerobiony, nawozy zielone), a mineralne traktuj jako korektę, nie podstawę.
- Obserwuj rośliny – przy nadmiarze azotu liście są ciemnozielone, miękkie, łatwo porażane przez choroby grzybowe. Znasz ten widok u siebie?
- Co kilka sezonów przepłucz glebę – w okresie bez roślin można obficie podlać zagon, by „wypłukać” nadmiar soli i umożliwić ich spłynięcie w głąb profilu lub do warstwy drenażowej.
Kiedy masz wątpliwości, lepiej lekko niedokarmić i dołożyć odrobiny kompostu, niż sypać kolejne dawki nawozu „na wszelki wypadek”. Zadaj sobie pytanie: czy Twoje rośliny chorują przy bujnym wzroście, czy raczej przy słabym? Nadmiar też osłabia odporność.
Rotacja upraw i przerwy sanitarne – jak dać podłożu „oddech”?
W szklarni kusi, by co roku sadzić w tych samych miejscach to, co najlepiej plonuje: pomidory tam, gdzie w zeszłym roku, ogórki również „na sprawdzonym” stanowisku. Stosujesz rotację, czy raczej stały schemat?
Nawet na małej powierzchni da się wprowadzić proste zasady:
- Nie sadź co roku tych samych gatunków w dokładnie tym samym rzędzie. Przesuń rząd o 20–30 cm, zamieniając miejscami np. pomidora z bazylią czy sałatą.
- Po intensywnej uprawie pomidora lub ogórka w kolejnym sezonie wysiej rośliny mniej „żarłoczne” i o innym systemie korzeniowym: sałaty, szpinak, rzodkiewka, koper, zioła.
- Wprowadź rok „lżejszy” co kilka sezonów – jeden zagon przeznacz na rośliny fitosanitarne lub mieszankę poplonową zamiast ciężkiej uprawy.
Pomyśl: czy któryś z zagonów „ciągle choruje”, niezależnie od odmiany? Często to sygnał, że trzeba mu zafundować rok odpoczynku i intensywnej regeneracji zamiast kolejnej rundy tej samej uprawy.
Profilaktyka chorób od strony podłoża – małe nawyki, które robią różnicę
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jak przygotować podłoże w szklarni, żeby nie pojawiała się pleśń?
Na początek zadaj sobie pytanie: czy masz problem głównie z mokrą, zlewającą się ziemią, czy z brakiem struktury i „pustą” glebą? W pierwszym przypadku kluczem jest poprawa drenażu – rozluźnienie gleby piaskiem, żwirem, kompostem oraz zadbanie o odpływ wody poza szklarnię (rowki odwadniające, warstwa drenująca pod grządką). W drugim – odbudowa próchnicy: regularne dodawanie dobrze przerobionego kompostu, obornika granulowanego, nawozów organicznych.
Żeby ograniczyć pleśń, podlewaj rzadziej, ale obficiej, unikaj zraszania całej powierzchni gleby „po trochu”. Ziemię lekko spulchniaj po podlaniu, żeby rozbić skorupę i wprowadzić powietrze do profilu glebowego. Usuń z podłoża wszystkie resztki chorych roślin, a nowe nasadzenia rób w odstępach, które pozwalają na swobodny przepływ powietrza między roślinami.
Dlaczego ziemia w szklarni jest ciągle mokra i jak poprawić drenaż?
Zastanów się: po podlewaniu widzisz kałuże, a woda stoi kilka godzin albo dłużej? To znak, że gleba ma zbyt mało porów powietrznych i za dużo frakcji ilastych lub zgniecione, „zadeptane” warstwy. W takim podłożu korzenie szybko się duszą, a patogeny korzeniowe mają idealne warunki.
Żeby poprawić drenaż, możesz:
- przekopać glebę na głębokość szpadla, mieszając ją z grubym piaskiem, żwirem ogrodniczym lub drobnym żwirem rzecznym,
- dodać sporą ilość kompostu, który poprawia strukturę gruzełkowatą,
- założyć pod grządkami warstwę drenującą (np. 10–15 cm żwiru lub tłucznia) oraz ukształtować lekkie spadki w kierunku odpływu,
- unosić grządki – robić podwyższone rabaty w szklarni, szczególnie na ciężkich glebach gliniastych.
Sprawdź też, czy fundament szklarni nie blokuje odpływu wody jak wanna; czasem wystarczy przerwać ciągły wieniec betonowy lub dodać przepusty drenarskie.
Jak rozpoznać, czy mam „brudną” czy „zmęczoną” glebę w szklarni?
Pomyśl, co widzisz częściej: wyraźne objawy chorób (gnijące szyjki korzeniowe, zgorzel siewek, szara pleśń na resztkach roślin), czy raczej rośliny ogólnie słabo rosną, mimo że podlewasz i nawozisz? „Brudna gleba” daje zwykle ostre, charakterystyczne symptomy chorób, często wracające co sezon przy tych samych gatunkach. „Zmęczona gleba” to raczej powolny wzrost, żółknięcie, suche brzegi liści, brak wigoru bez typowych plam chorobowych.
Jeśli podejrzewasz „brudną glebę”, skup się na higienie: usuwaniu resztek, odkażaniu narzędzi, stosowaniu płodozmianu i przerwie w uprawie roślin szczególnie podatnych (np. pomidor po pomidorze). Przy „zmęczonej glebie” potrzebna jest odbudowa życia glebowego – kompost, nawozy zielone (poplony), ograniczenie soli mineralnych, ewentualnie częściowa wymiana wierzchniej warstwy ziemi.
Co zrobić, gdy w szklarni pojawia się biały nalot na ziemi?
Najpierw zapytaj siebie: czy ten nalot towarzyszy częstemu, powierzchniowemu podlewaniu? Biały lub zielonkawy nalot na glebie w szklarni to zwykle kolonie grzybów, glonów lub sinic, które rozwijają się tam, gdzie wierzchnia warstwa jest stale mokra i słabo przewietrzana. To sygnał, że profil wilgotnościowy gleby jest zaburzony.
Rozwiązanie:
- zmień sposób podlewania – podlewaj rzadziej, ale głębiej, najlepiej kroplowo, omijając samą powierzchnię,
- delikatnie zeskrob wierzchnią warstwę z nalotem i wymieszaj ją z suchym piaskiem lub świeżym, suchym kompostem,
- zadban o wietrzenie szklarni rano i wieczorem, aby obniżyć wilgotność powietrza przy glebie,
- nie przesadzaj z nawozami mineralnymi – zasolenie sprzyja takim nalotom.
Jeśli nalot pojawia się mimo korekty podlewania, przyjrzyj się drenażowi głębszych warstw – być może woda stoi pod spodem.
Jakie choroby podłoża w szklarni pojawiają się najczęściej i jak im zapobiegać?
Najczęściej spotkasz: fytoftorozę pomidora i papryki, zgorzel siewek, szarą pleśń oraz różne fuzariozy. Zauważyłeś nagłe więdnięcie całych roślin przy pozornie wilgotnej ziemi? To typowe dla fytoftorozy i fuzarioz. Siewki przewracające się przy szyjce korzeniowej wskazują na zgorzel, a szary, pylący nalot na liściach i owocach to zwykle szara pleśń startująca z resztek roślinnych na podłożu.
Profilaktyka opiera się na kilku prostych zasadach:
- utrzymywanie umiarkowanej wilgotności gleby i dobrego drenażu,
- niewysiewanie i nasadzanie roślin zbyt gęsto,
- systematyczne usuwanie resztek chorych roślin z powierzchni ziemi,
- stosowanie zdrowego materiału siewnego i rozsady,
- płodozmian – nie sadzenie co roku tych samych gatunków w jednym miejscu.
Jeśli choroby wracają co sezon, rozważ częściową wymianę gleby lub zastosowanie preparatów mikrobiologicznych wspierających pożyteczne organizmy glebowe.
Jak samodzielnie sprawdzić strukturę gleby w szklarni bez badań laboratoryjnych?
Zadaj sobie pytanie: czy Twoja ziemia po wyschnięciu pęka w wielkie bryły, twardnieje jak cegła, czy raczej rozsypuje się jak piasek? Prosty test „kulki” pomoże ocenić strukturę. Weź w dłoń wilgotną ziemię, spróbuj uformować kulkę i lekko ją ściśnij. Rozpada się od razu – masz glebę lekką, piaszczystą. Trzyma się, ale łatwo pęka – to dobra, gruzełkowata struktura. Gdy kulka jest plastyczna jak plastelina i można z niej zrobić wałeczek, masz ciężką glinę z tendencją do zaskorupiania.
Kluczowe Wnioski
- Mikroklimat szklarni (wysoka wilgotność, słaba cyrkulacja powietrza, kondensacja pary wodnej) zdecydowanie przyspiesza rozwój chorób grzybowych i pleśni – zastanów się, czy po otwarciu szklarni rano czujesz „ciężkie”, wilgotne powietrze.
- Nadmiar wody i słaby drenaż sprzyjają gniciu korzeni i chorobom typu fytoftoroza czy zgorzel siewek; jeśli po podlewaniu długo stoją kałuże, podłoże działa jak zlewna gąbka bez odpływu i wymaga poprawy struktury.
- „Brudna gleba” (pełna patogenów, larw szkodników, nasion chwastów) to inny problem niż „zmęczona gleba” (jałowa, zasolona, o zniszczonej strukturze) – najpierw odpowiedz sobie, czy walczysz głównie z infekcjami, czy z ogólną słabą kondycją roślin.
- Przy „brudnej glebie” priorytetem jest higiena: usuwanie resztek po chorych roślinach, unikanie podejrzanego kompostu czy świeżego obornika oraz działania dezynfekujące; dopiero na tym fundamencie ma sens dalsze dokarmianie.
- Przy „zmęczonej glebie” kluczem jest odbudowa próchnicy i struktury podłoża oraz ograniczenie przenawożenia mineralnego – bez tego rośliny pozostają w stresie, wolno rosną i łatwo ulegają infekcjom, nawet jeśli regularnie je podlewasz.






